Opłaca się jednak późno wstawać. Przynajmniej dzisiaj się opłacało.
Zaczynając od początku, jak zwykle wstałam dawno po alarmie budzika, i jak co dzień skończyło się na tym, że drogę do tramwaju pokonałam biegiem.
Dzięki mojemu niezawodnemu szczęściu, drzwi były zamknięte i miał mi właśnie przed nosem odjechać, ale ku mojemu zaskoczeniu miły pan motorniczy otworzył mi drzwi i zaprosił do tego swojego przedziału.
W sumie niby nic, ale jaką miałam frajdę. Nie dość że jechałam na gapę, to pierwszy raz z tak bliska widziałam te wszystkie przyciski, kółeczka i te inne coś, co sprawia że jakimś cudem tramwaj się trzyma na torach :)
Pan był bardzo gadatliwy, i co niezwykłe z takim uczuciem opowiadał o swojej pracy. Rzadko już można spotkać kogoś, kto tak kocha swoją pracę. I to po 14stu latach.
Nie spodziewałam się, że droga do pracy może być taka inna. I że mogę w ciągu 15stu minut się tyle dowiedzieć o środku transportu, który codziennie mnie do tego kieratu zawozi :)
A skoro już o tym mowa, koniec przerwy na kawkę, jeszcze papierosek i wracam do pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz