czwartek, 30 czerwca 2011

25 lat na świecie

Stało się. Oficjalnie skończyłam ćwierćwiecze.
Chyba powoli wkraczam w wiek, kiedy człowiek zaczyna się martwić tym, że przybywa mu lat. Albo przynajmniej już to mniej cieszy.
Urodziny to taki dzień dla mnie, w którym zdaję sobie sprawę z tego, że jest jeszcze parę osób na tym świecie, które o mnie pamiętają i że znaczę coś dla tego świata. Czasami odzywają się osoby, o których dawno już nie myślałam.
Zresztą podobne sytuacje mają miejsce w święta BN czy w Wielkanoc. To jest chyba jedyny plus tego wszystkiego, bo generalnie nie przepadam za świętami.

Z roku na rok coraz spokojniej obchodzę bądź co bądź swoje święto. Nie wiem czy jest to spowodowane tym, że jestem coraz starsza i coraz mniej mi się chce, czy jestem zmęczona bo praca, bo coś tam. Kilka lat wstecz urządzałam huczne imprezy, chodziłam ze znajomymi do klubów. A dzisiaj spędziłam ten dzień w domu, ze swoją drugą połową (nazwę go N. gdyż możliwe że będę jeszcze o nim wspominać, a chcę zachować jakieś resztki anonimowości).
Było spokojnie, bez szaleństw, bez picia wśród nieznajomych przy głośnej muzyce. I było cudownie :)

Wszystkiego najlepszego dla mnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz